Matko, moje flaki, Mamusiu…
Wojownik upadł na podłogę, trzymając swój bebech jedną ręką, drugą jednak nadal trzymał miecz, zasłaniają się przed kolejnymi atakami. Wszystko nadaremne, w końcu i tak zginie..
-Nie, dam radę! – Zamiast krzyku, wycharczał tylko ciche słowa i jasną krew. I odbijając kolejne ciosy, począł czołgać się do wioskowego kapłana.
-Kurwa- jęknął, kiedy odbił mocniej kolejny cios i uświadomił sobie, że z wylewającymi się flakami, to za bardzo się nie poczołga.
-Wolf! Wolf – Zacharczał, przywołując swojego przyjaciela, jedynego który mu pozostał.
Wolf spojrzał się na niego ze zdziwieniem i uderzył ponownie rytualnym mieczem.
-No tak, zapomniałem – pomyślał – przecież Wolf okazał się być przywódcą tego kultu, który naprowadził mnie na fałszywy ślad.
Walnął się otwartą ręką.
-No tak, przecież zabiłem kapłana, bo myślałem, że jest przywódcą kultu!
Nie trzymane flaki wylały się na ziemię, zaś jego dawny przyjaciel przebił się przez zastawę i zabił go.
Padał deszcz. Pamiętacie tą mżawkę, tę błoto? Cholerna mżawka, gdyby to Wolf się poślizgnął, Bartek dowiedział by się, że to tak naprawdę jego matka jest prawdziwą przywódczynią sekty.
Ogłaszam konkurs na najlepszą parodię Jesiennej Gawędy. Możecie przysyłać do mnie opowiadania, nagrania, obrazki itp. pod mój e-mail: 
Macie 3 tygodnie na wysyłanie swoich prac, potem przez tydzień czytelnicy bloga będą oceniać Wasze wypociny.
Co do wygrania? Skromnie:
- Pierwsze miejsce otrzyma Jesienną Gawędę
- Każdy uczestnik (o ile ich liczba przekroczy dziesięć osób) otrzyma szansę na wylosowanie podręcznika Graj Fabułą.
Macie czas do 4 marca, godziny 23:59. Powodzenia!