Tag Archives: warhammer

Recenzja Jesiennej Gawędy

Recenzja Jesiennej Gawędy

Jakiś czas temu napisałem dwa akapity o Jesiennej Gawędzie na stronie Wydawnictwa Portal. Przed recenzją pozwolę zapoznać się z tym tekstem tutaj:

Portalowi na 10 lecie zebrało się na wspominki, są audycje, wydają Jesienną Gawędę. Pod newsem o wydaniu zbioru w serwisie Polter.pl rozgorzała walka o to, czy JG zatruła umysły rpgowców na długie lata. Pomyślałem wtedy “co właściwie wiem o tym cyklu, który miał podobno wielki wpływ na styl gry w Polsce?”*. Wspomniałem kiedyś na swoim blogu o JG jako przykładzie wyjścia z sytuacji, w której podręcznik nie za bardzo mówi jak prowadzić i jak grać w dany system, pozostawiając to grającym. Tutaj JG miał raczej dobry wpływ, bo ułatwił, przynajmniej MG, przygotowanie do gry i samo prowadzenie. Pytać się można, czy to JG trafił na pewien trend w środowisku czy ten trend wytworzył.

Mnie to zupełnie ominęło, przynajmniej w formie grania w tym stylu w
Warhammera. Rozpocząłem granie od sesji z początkującymi i najpierw nabrałem własnego doświadczenia a dopiero potem szukałem informacji w źródłach zewnętrznych. Pomimo kupienia stosu mimów i Portali (God bless Allegro!), umknęło mi jakoś fenomen tego zjawiska. Jednak kiedy zacząłem stosować porady z obu tych gazet, moja gra zaczeła się przekształcać w coś, co kojarzy mi się dzisiaj z Jesienną Gawędą – Wszystko miało swoją konsekwencję aż do bólu, każdy błąd kończy się tragicznie itp. Wydaje mi się zatem, że skoro na bazie innych tekstów z tamtego okresu moja gra zaczeła przypominać styl z JG, to coś to mówi o tamtych czasów. Ostatecznie, rzucilem wszystko w cholerę. To nie był mój styl, ale dzięki temu, że go poznałem, mogłem określić swój własny. Zajeło mi to 3 lata. Mam zamiar kupić JG, ale jako zapis historyczny. To będzie jak lektura gazety z powstania –interesujące, ale bez przełożenia na moje sesje.

*Tak naprawdę użyłem przynajmniej dwóch przekleństw.

Nie jestem z pokolenia JG

Okładka Jesienna GawędaJesienna Gawęda to jubileuszowy zbiór artykułów z serii o tej samej nazwie autorstwa Ignacego Trzewiczka, uzupełnione o komentarz Tomasza Majkowskiego. Te artykuły, to krajowa legenda, która na zawsze odmieniły sposób, w jaki u nas grano w Warhammera.

A przynamniej tak mi powiedziano. Mój pierwszy kontakt z Magią i Mieczem przypadł na przedostatni numer, tak więc to co opisuje JG, to naprawdę nie moje czasy. Moje kształcenie RPGowe opierało się głównie na materiałach znalezionych w sieci, dopiero potem udało mi się zakupić zbiór magazynów (MiMy i Portal).  Warhammer nie był moim pierwszym systemem, jednak to tę grę poprowadziłem jako pierwszą.

Moja gra miała bardzo mało wspólnego z tym, co napisał Trzewik. Ergo, fenomen tego zjawiska mnie ominął. Zatem trzymam w ręku listy z przeszłości, wspomnienia weterana, który bił się w wojnie, której odczuwam tylko skutki podczas flejmów na forach internetowych. Ba, zagrałem nawet u tego Trzewika ™ i niewiele zostało w jego prowadzeniu Jesiennej. Fakt, był to Monastyr, ale Monastyr był tym warhammerem którego zawsze chciał Ignacy. Zresztą on sam o tym informuje w ostatnim artykule „O wyborach”. Jeżeli chcecie poczytać o mojej sesji u Trzewika, zapraszam do opisu sesji Wbrew Pierwszemu Przykazaniu.

Tekst jest naprawdę ciekawy, widać, że styl znany z Neuroshimy oraz wspomianego już Monka wykształcił się u Człowieka z Gliwic już na początku jego kariery. Problem tego stylu to przerost formy nad treścią. Tylko, że to nie jest aktualny poradnik, tylko wspomnienia. Wspomnień nie można oceniać jak normalnego podręcznika czy artykułu. Możliwe, że ktoś użyje tych wspomień w sposób bezpośredni, tak jak zostały tam opisane, czego szczerze odradzam. Jednak słuchając głosu z przeszłości, można nabrać dystansu do swojej wiedzy, że pewne rzeczy już kiedyś ktoś wymyślił. Dodatkowo, jest to całkiem przyjemna lektura – owszem, wydanie 35 zł za krótką lekturę to dużo, ale to coś więcej. To Pamiętnik Ignacego Trzewika.

Zamiast oceny, po prostu polecę Wam przeczytanie tej książki. Dodatkowo, ogłaszam konkurs, w którym do wygrania jest właśnie Jesienna Gawęda. Szczegóły wkrótce.

Do kupienia w Rebel.pl za 35zł

Ja i Warhammer.

Ja i Warhammer.

Uświadomiłem sobie, że nie mam wiele wspólnego z rdzeniem rpg w Polsce. To straszne, czuję się jak czarny w dzielnicy białych. Serio.

Moje rozpoczęcie było traumatyczne (link do pamiętnika), zagrałem w jakieś autorskie postapo. Potem długo nic i wreszcie kilka sesji w warhammera na obozie sportowym. Spoobało mi się na tyle, że po przyjeździe poprowadziłem parę sesji, zagrałem też kilka aż do przyjęcia mnie do iejscowej ekipy graczy w s-f postapo. Do tego czasu zagrałem tylko kilka razy w Warhammera, jakoś może 10 sesji. Miałem stos MiM i Portali, ale co mi było po nich, skoro do takich gier jak Cyberpunk 2020, wampir, zew cthulhu i wreszcie tego Warhammera nie podchodziłem. I jakoś mnie nie ciągneło, a miałem możliwości kupienia.

Wybór w końcu padł na Deadlands. System był bardzo ciekawy, western plus horror. Kupiłem i chociaż na początku niewiele go prowadziłem, to potem był on moim głównym systemem do grania. Uformowałem ekpię do grania i ponad rok graliśmy w różne przygody na dziwnym zachodzie, przerywane graniem w wampira, wilkołaka czy też Crystalicum.

Potem poznałem bardzo ciekawe gry w rodzaju Paladin, Primetime Adventure (ta gra tak mi się spodobała, że potem w inne gry chciałem zawsze grać jak w PTA) czy InSpectres. Te gry były czymś, o czym podświadomie marzyłem (No dobra, w Paladina ani razu nie zagrałem).

Grupa rozpadła się, ponieważ głównym trzonem grupy była pora, która się rozstała, a z kumpel z który grał dalej, miałem całą masę konfliktów, choćby o to, w co mamy grać.

Od tej pory poznałem, grając przez neta, sporo gier. Swoją drogą, kij w oko każdemu, kto boi się, że Skype kradnie hasła. Gra się 5x wygodniej niż na żywo, bo mogę siedzieć w swoim domu, grać w to co chce i z kim chce.

Niedawno zagrałem u Trzewika sesję w Monastyra. Było fajnie, dla mnie był to powrót do korzeni. Grało się przyjemnie. Wiem, że ja nie mam ani ochoty poprowadzić tej sesji ani umiejętności. Nie potrafię ładnie opisywać, tłoczyć za pomocą słów klimat. Jednak fajnie się gra u kolesia, który sam odwala taką robotę.

Pominąłem oczywiście wiele jednostrzałów i sesji, których nie pamiętam.

Jedno jest dla mnie ważne – Zostałem MG, bo wkurzały mnie narzucone przez innych MG ograniczenia. Potem okazało się, że to masa roboty. Więc ostatecznie znalazłem gry, które robotę mi ułatwiały bądź zrzucały ich cześć na graczy.

Idzie Warhammer ed3. I mam zamiar go kupić.