Wstęp
Uwaga, ten Actual Play jest zapisem sesji poprowadzonej na scenariuszu Przeciw Pierwszemu Przykazaniu. Zostaliście ostrzeżeni.
Niedługo po rozpoczęcia funkcjonowania klubu rpg w Gliwicach, miałem przyjemność wziąźć udział w sesji prowadzonej przez Trzewika w Monastyrze.
Tworzenie postaci
Zaskoczył mnie tym, że mam przygotować sobie naprawdę dowolną postać. Szczerze mówiąc trochę mnie to wkurzyło, bo nie lubię tworzenia postaci bez oparcia o żadne informacje, choćby o jakąś luźną dyskusję. Potem dopiero wywnioskowałem, że Trzewikowi chodziło o przetestowanie przygody na zupełnie losowych postaciach.
Stworzyłem postać Emisariusza Charles Raintower, który początkowo miał bazować na 5 osobowym teamie, który wszędzie jeździł z nim. Kiedy napisałem Trzewikowi, że posiadam 5 przyjaciół z wiernością na 10, powiedział, że to niemożliwe. Jednak było, co oznacza, że nawet Trzewik nie zna do końca mechaniki którą stworzył. Emisariusz to jedyna osoba, która może podręcznikowo rozpocząć grę z orszakiem większym niż 5 osób i jedyną, którą realnie na to stać. Emisariusz może z łatwością zatrudnić 10 osobowy oddział żołonierzy i przyjacila dowódzcę. Ot, taka ciekawostka.
Ostatecznie, podróżowało ze mną tylko dwóch przyjaciół – Szrama, Ragadyjski zabójca oraz Aghata, kobieta-spieg, która dostała się pod moją opiekę. Okazało się to niezwykle dobrym wyborem. Nie chciałem przyćmić innych graczy swoim teamem, który potrafił by zrobić wszystko, bez ich pomocy. Z drugiej jednak strony, zasada sojuszników czyni ten system przyjazny dla gry 2 osobowej.
Oprócz mnie w sesji pierwszej udział brał Grzegorz, z Inkwizytorem o ironicznym nazwisku Morales a także Maciek, z Ojcem Dagomirem. Z Mackiem wcześniej już grałem, natomiast Grzegorza poznałem dopiero na sesji.
Pierwszy akt
Akcja sesji toczyła się w Karze, gdzie jechaliśmy wszyscy do Stolicy, podróżując razem z powodu losu który nas ze sobą zetknął. Dotarliśmy pod wieczór do klasztoru. Większość sesji pierwszej sesji zajeło nam przeszukiwanie klasztory, zbieranie trupów, zabijanie ostatniego mnicha… Tak, zawodowo zabiliśmy mnicha, który był pod wpływem mocy jakieś małego demona.
Co na pierwszej sesji – Fajnie sobie poodgrywaliśmy postacie i się zaprezentowaliśmy. Moja postać, Charles, szukał oparcia w logicznym rozważaniu co tu się stało oraz na swoich przyjacielach, Ksiądz i Inkwizytor pokazywali, że na nich można polegać.
Trzewik rzucał krótkie sugestywne opisy, raczej dużo zostawił w naszej gestii. Na stawał za naszymi plecami, nie krzyczał znienacka, nie machał rękami. Na sesji pojawiło się parę pomocy (handoutów), w postaci listu. Wrzucił bardzo fajny pomysł podczas noclegu w kaplicy, gdzie przyśniła nam się szarża z początków Dominium, gdzie święty prowadził żołonierzy na most. Fajne emocje, jak poczytacie sobie Jesienną Gawędę, zobaczycie jak on prowadzi coś takiego, ale nie do końca. Użył on minimechaniki, która coś tam niby robiła (wyznaczała, w którym miejscu „nasze” postacie odpadają z szarży), ale bardziej dawała nam poczucie jakiejś kontroli (Iluzji tak naprawdę, to była scenka z pozorem interakcji).
W czasie teraźniejszym, co pewien czas rzucaliśmy sobie na Odwagę, tylko po to, aby wiedzieć jak mamy odgrywać postać. Fajny patent, ponieważ zadaniem rzutu było podpowiedzią dla Gracza, jak ma się teraz zachowywać, nie zaś informacjem dla MG, że ma teraz przejąć bohatera.
Za dużo bylo wychodzenia MG z graczem. Mam nadzieje, że chociaż dostanę wyjaśnienie, o czym tam rozmawialiście w komentarzach.
Ważna uwaga – Mając ze sobą przyjaciół, zróbcie im te karty. Przydał by się jakiś inny mechanizm, ale cóż, trzeba korzystać z tego co jest. Druga sprawa, odgrywając kilka swoich postaci, używajcie jakiś przedmiotów ich symbolizujących. W ten sposób luzacko możecie prowadzić dialogi w pierwszej osobie i nie mylić innych, kto teraz mówi podnosząc przedmiot który jest powiązany z daną postacią. Z drugiej strony możecie po prostu dialogi między swomi postaciami przeprowadzać w trzeciej osobie. Używałem obu sposobow, oba działały.
Drugi akt
Na drugiej sesji, zjawiliśmy się bez Grzegorza.
Dotarliśmy do wioski, gdzie okazało się, żę wiesniacy schywtali Marię, kobietę którą wspominali Mnisi w swoich zapiskach. Została oskarżona o sprowadzenie zagłady do mnichów. Była najładniejsza w wiosce, więc szybko doszliśmy do wniosku że jest niewinna. Jednak kolejne zdarzenia, kazały nam podważyć nasze osądy, jak np. bójka zakończona śmiercią jednego z amantów lub fakt, że byliśmy obserwowani przez jakiś ludzi z lasu.
Sytuacja w wiosce była bardzo ciekawa, ponieważ oprócz zdarzeń na zewnątrz, mieliśmy pewne kłopoty wewnątrz ekipy. Cały czas wisiała nad nami wizja Karyjskiej Inkwizycji, rozważaliśmy ucieczkę ze wsi (bardziej moja postać niż Ojciec Dagomir), potem Ojciec pokazał mi list, który widzieliśmy w pokoju Opata, który się powiesił. Ten list niby zaginął ale ostatecznie cały czas był w rękach Dagomira. Ten w końcu mi go pokazał opowiadając jednocześnie o swojej przeszłości, a ja zdębiałem – ktoś wiedział, że tutaj jestem i wysłał do Opata list z informacją o mnie i mojej tajemnicy. W tym momencie przestłałem ufać Ojcu. Kiedy Aghata zobaczyła ten list, kompletnie się rozsypała i uciekła na zewnątrz. Nie rozumiałem co się działo, ale myślałem, że ma to związek z moją kwestią.
Ten list był niesamowitym patentem, który przygotował nam Trzewik. Wyjaśnienie pod koniec tekstu.
Moi sojusznicy okazali się strzałem w dziesiątkę. Moja postać nie była w żadeń sposób wytrenowana do walki, od tego miała Szramę. Kiedy przyjechał do nas Szef Ochrony Inkwizytor, ruszyliśmy razem na rebeliantów, którzy czaili się w lesie. Ja kierowałem Szramą, dzięki czemu nie ominął mnie ani jeden kawałek sesji.
Problemem był brak Grzegorza – Próbowalem uwzględniać w rozmowach Inkwyzytora, ale ani Trzewik ani Maciek tego nie podtrzymywał, tak więc był to jeden wielki nieobecny.
Ważna kwestia – PDki otrzymywaliśmy na poczatku sesji, jednocześnie przypominają sobie co się działo na poprzedniej. Trzewik rozdzielał PD nie za udane/nieudane rzeczy, czy fajne pomysły, ale raczej to, w jak dużym stopniu dane zdarzenie wpłyneło na nasze postacie.
Akt trzeci
Właściwie to była ona chyba najkrótsza z tej serii. Grześka nadal nie bylo, więc praktycznie odpuściliśmy sobie odzywanie się do jego postaci. 
Grand Finale miało miejsce w siedzibie Inkwizytora (Jego Ekscelencji). Facet prowadził zakład gdzie przetrzymywał umysłowo chorych. Parę dziwnych osób się tam czaiło, najważniejsze, że czuliśmy coraz bardziej, że mamy przesrane.
Ostatecznie, użyłem Aghaty, aby wpakować nas w jeszcze większe kłopoty – Aghata nie wierzyła w winę Maryji, i chciała ją uwolnić. Ogłuszyła strażnika, ale ten zdążył ją zobaczyć.
Żeby było jasne, od początku chciałem zrobić coś mocnego swoją postacią, ale nie chciałem zrobić niczego, co nie pasowało by do postaci Charlesa. Użyłem zatem mojej drugiej postaci, której działanie było mocno uzadanione. I tak wesolutko pogorszyłem sytuację. Wkrótce opublikuje tekst tłumaczący po co to zrobiłem i jak możecie sami tego używać na swojej sesji.
Ostatecznie, jeden z pacjentów uciekł ze swojej celi i został zabity. Dla Charlesa był to znakomity pretekst aby się wyrwać z tego miejsca i najzwyczajniej jechać dalej do stolicy w Karze.
Ojciec jednak został na ostatnie przesłuchanie. I na tym skończyła się nasza przygoda. Ew. kontynuacja będzie działa się kilka miesięcy później.
Mega spoiler, który wyjaśnia sprawę listu (zaznacz linijkę poniżej):
List pokazywał naskrytszą tajemnicę osoby, która ją czytała.
Podsumowanie
Bardzo fajnie grało mi się z Maćkiem, ponieważ traktował sesje podobnie jak ja – Poważnie na wierzchu dla klimatu, pod spodem na luzako, podśmiewując się nieco z niektórych sytuacji po sesji czy kiedy Trzewik wychodził z Grześkiem na zewnątrz podczas pierwszej sesji.
Trzewik jest fajnym MG. Sesji w tym stylu nigdy bym sam nie poprowadził (Mam ochotę zagrać w klimatach monastyra na jakiejś działającej grze), ale grając u niego, kiedy to on odwalał całą tą szopkę z przygotowaniem się do gry, było bardzo fajnie. Umożliwił mi silne oddziaływanie na sytuacje w grze – kto przeczyta scenariusz, ten dowie się czemu.
O Grześku trudno coś powiedzieć, ponieważ grał tylko jedną sesję.
Grałem po raz pierwszy w Monastyr. To była gra w którą zawsze chciałem zagrać. Nie poprowadzić, ale zagrać. Jednak nawet pomimo szukania graczy z zamiarem poprowadzenia im M. nie mogłem znaleść kogoś poza moim przyjacielem, który także lubił klimaty przegranych szlachciców z honorem.
Zagrałem i było fajnie. Tylko, że ja widzę Monastyr inaczej. Mocniej, gwałtowniej i na większą skalę. Potem poprowadził bym tą grę Trzewikowi i zobaczył bym jego reakcje. Heh, kto wie, może będę miał wpływ na drugą edycję Monka?
Scenariusz Przeciw Pierwszemu Przykazaniu